Przetestuję PKO Konto za Zero

Rachunek w banku PKO BP miałem całe wieki temu. To były jeszcze czasy czeków, karty płatnicze były rzadkością. Wszystko załatwiało się w oddziale banku, gdzie zawsze były kolejki.

Dziś jest inaczej. Bankowość mobilna, cały bank jest w smartfonie, nie trzeba nawet wiedzieć, gdzie jest oddział banku. Słowem duże zmiany nastąpiły przez te lata. Do tego PKO BP pojawia się od czasu do czasu w newsach jako innowator, czego ostatnim przejawem jest wykorzystanie technologii blockchain do potwierdzania autentyczności dostarczanych klientom dokumentów. Blockchain kojarzony raczej z kryptowalutami nagle staje się oswojoną technologią przez krajowy bank.

Powrót do PKO BP to także kwestia aplikacji mobilnej. Z jednej strony aplikacja IKO jest chwalona, z drugiej bank nadal udostępnia wersję dla Windows Mobile (WP). Dziś ten system operacyjny dla smartfonów jest już niszowy i niewiele banków utrzymuje dla niego aplikacje. Moje przygody z bankami w ostatnich miesiącach to przykład wyłączania aplikacji dla Windows Mobile. W ten sposób postąpił np. BZ WBK (dziś Santander), wyłączając aplikację mobilną dla WP dosłownie w przeddzień startu mojej przygody z rachunkiem Konto Jakie Chcę (tutaj możesz przeczytać o moich przygodach przy otwieraniu tego rachunku), Bank Millennium kończy przygodę z WP z końcem tego roku, Alior Bank nie ma aktualnie aplikacji dla WP, BGŻ BNP Paribas także nie ma takiej aplikacji. Cieszy mnie wciąż, że ING Bank Śląski, gdzie mam główne konto, wciąż utrzymuje aplikację na WP i do tego jest ona aktualizowana. Nie słychać dziś wieści, że ten bank zrezygnuje z tego rozwiązania, więc liczę na to, żeby trwało to jak najdłużej. Moje podejście do smartfona i wielu innych rzeczy jest pragmatyczne – jeśli coś działa, a moja Microsoft Lumia 640 LTE sprawuje się bez zarzutu, to nie zamierzam tego wymieniać w pogoni za czymś nowym.

Rozpoczynam przygodę z PKO Konto za Zero.

Co oferuje ten rachunek?

  • 0 zł za prowadzenie rachunku płatniczego (konta) pod warunkiem posiadania karty debetowej do konta. Jeśli z karty zrezygnujemy, to za konto zapłacimy 8 zł miesięcznie,
  • 0 zł za obsługę karty debetowej, jeżeli transakcje bezgotówkowe (z wyjątkiem przelewów) kartą lub BLIK wyniosą minimum 300 zł w okresie rozliczeniowym. Jeśli nie spełnimy tego warunku, to karta kosztować nas będzie 8 zł miesięcznie,
  • karta do konta umożliwia korzystanie z rachunków walutowych w EUR, USD, GBP, NOK, DKK, SEK oraz CHF, wypłacanie gotówki z bankomatów i dokonywanie płatności w kraju i za granicą, w tym w internecie, bez prowizji za przewalutowanie dzięki funkcji wielowalutowej,
  • 0 zł za wypłaty gotówki z ponad 3 000 bankomatów PKO Banku Polskiego
  • wygodne płatności telefonem – BLIKIEM lub zbliżeniowo z aplikacją mobilną IKO (dla systemu Android).

Blisko 50 zł zostaje w kieszeni, bo zmieniam operatora

Co jakiś czas robię audyt umów, które mam. Dziś przyszedł czas na zmianę umów u dwóch operatorów.

Telefon. Płacę dziś 54 zł w ramach umowy na czas nieokreślony w Plus. Proponowano mi umowę abonamentową za 30 zł, ale nie chcę abonamentu na 26 miesięcy. Ceny systematycznie spadają i np. w tej cenie limit 10 GB internetu za dwa lata będzie czymś niewielkim.

Od pewnego czasu analizowałem szczegółowe zestawienia rachunków. I wiem, czego potrzebuję, lub dokładniej potrzebuje moja żona, bo to ona korzysta z tego numeru. Potrzebne są:
– nielimitowane rozmowy na komórki i stacjonarne,
– nielimitowane sms/mms,
– roaming.
Internet nie jest tutaj kluczowy, bo żona:
– preferuje notebook do korzystania z internetu,
– korzysta nadal z ponad 10-letniej Nokii N71, która jest sprawna i praktycznie  niezniszczalna, ale Symbian to nie Android, czy iOS, więc aktualnie w internecie niewiele można zdziałać z takim telefonem.

Po analizie wybrałem ofertę NjuMobile (marka należąca do Orange). To, co mi się spodobało, to umowa abonamentowa na czas nieokreślony od początku.  Abonament za maksimum 29 zł miesięcznie. Nielimitowane rozmowy, sms/mms. Do tego 10 GB internetu z opcją “dodajemy za staż”. Ładnie.

Przy analizie pod uwagę brałem oferty abonamentowe i prepaid. I tak kolejno odpadały Orange (brak mms w opcji bez limitu w ofercie prepaid, abonamentu nie brałem pod uwagę), Plus (wspomniany abonament na 26 miesięcy, oferty prepaid owszem ciekawe, ale uznałem, że operator w dziwaczny sposób podchodzi do przejścia abonament > karta; trzeba wypowiedzieć umowę abonamentową i po jej wygaśnięciu zjawić się w salonie, żeby zachowując numer wpiąć się w ofertą na kartę. Uznałem, że absolutnie mi to nie odpowiada, żeby odwiedzać salon sprzedaży, szczególnie, że np. w przypadku Orange takie przejście z abonamentu na ofertę prepaid załatwiłem kiedyś za jednym zamachem. Fakt, że w salonie, ale bez czekania na rozwiązanie umowy), a2mobile (oferta była bardzo ciekawa, bo włączając tylko nielimitowane rozmowy i sms/mms rachunek zszedłby poniżej 20 zł, jednak po niedawnym “wchłonięciu” a2mobile przez PremiumMobile oferta już nie jest tak atrakcyjna), Plush ABO (tutaj wolniej rosną GB za staż, chociaż oferta cenowo i warunkowo jest bardzo porównywalna – zrezygnowałem z niej ostatecznie bo migracja odbyłaby się znów w ramach sieci Polkomtel).

Uwaga – promocja NjuMobile dla przenoszących numer. Nju daje bon. 60 zł Sodexo

W aktualnej promocji NjuMobile za przeniesienie numeru doda nam także bon Sodexo o wartości 60 zł. Żeby skorzystać z tej promocji trzeba:
– złożyć wniosek o przeniesienie numeru (przeniesienie nie zadziała, jeśli jesteś w standardowej sieci Orange),
– posiadając numer wniosku można odwiedzić dedykowaną stronę promocji “Bon od Njumobile” i się do niej zapisać.

Regulamin promocji Bon Sodexo od NjuMobile znajdziesz pod tym adresem. Warto się spieszyć, bo promocja trwa już kilka dni (od 23 listopada) i zakończy się z chwilą wyczerpania bonów.

Skorzystaj z poniższego banera, żeby przenieść numer do NjuMobile i odebrać bon Sodexo.

 

 

Internet. Płacę dziś 52 zł w ramach umowy na czas nieokreślony w UPC.  To umowa tylko na internet. Niestety, UPC nie ma dla mnie lepszej oferty, podobnie jak dla innych stałych klientów. Jestem klientem UPC od 2006 roku. Długo. Ile wydałem w tym czasie? 8890 zł. Dużo to, czy mało? Trudno dziś oceniać, bo nie jest to w tej chwili ważne. Umowę wypowiedziałem. Odłączenie nastąpi 1 grudnia. Co teraz?

Po analizie różnych rozwiązań zdecydowałem się na Internet w ramach oferty Plush. 30 zł miesięcznie za 40 GB z szybkim wzrostem dostępnego limitu transferu. Po trzech miesiącach skok o 40 GB, po 6 miesiącach dodatkowe 60 GB, po roku dodatkowo 80 GB, czyli będzie to razem 120 GB. Z pewnością wystarczy. Szczególnie, że zanim podjąłem decyzję o wyborze rozwiązania internet LTE zamiast internet przez modem kablowy przez ponad miesiąc monitorowałem transfer. Użyłem prostej, lekkiej i małej aplikacji NetTraffic (do tego w wersji portable), która dostarczyła mi potrzebnej wiedzy.

Skorzystaj z poniższego banera, żeby zamówić ofertę Plush (nie tylko internet LTE).


 

Podsumowanie.

106 zł obecnych wydatków na abonament telefoniczny i internetowy zamienię na dwie oferty na które wydam łącznie 59 zł. Wydam o 55% mniejOszczędność miesięczna to 47 zł. Do tego mam szansę na jednorazowy dodatek w postaci bonu Sodexo o wartości 60 zł, który praktycznie można uznać za równoważny premii pieniężnej wypłaconej w gotówce.

Fundusze inwestycyjne inPZU: hit, czy kit?

Kiedy podejmujesz decyzję na temat inwestycji w produkt zapakowany w fundusz inwestycyjny (i nie tylko) masz odniesienie wyłącznie do historii. Przyszłość nie jest znana. Niestety dla wielu z nas historyczne stopy zwrotu są chętnie przekładane w przyszłość. Dzieje się tak za sprawą mechanizmów naszego myślenia, ale to temat na inne rozważania. Jednak w skrócie efekty przenoszenia przeszłych wyników osiąganych przez fundusz inwestycyjny w przyszłość mogą być różne.

Tytułowe rozważania na temat tytułowej jakości oferty indeksowych funduszy inwestycyjnych inPZU, czyli czy warto zainwestować w ten produkt swoje pieniądze, rozpocznę od historycznych przykładów. Obserwowałem jakiś czas temu zmiany dwóch funduszy inwestycyjnych w jakie zainwestowali dziadkowie mojego dziecka. Inwestycje trwały wiele lat, były związana z jednorazową wpłatą, dotyczyły produktów dwóch różnych Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, były realizowane w różnych walutach.

Produkt 1. Fundusz, który nazywał się  kiedyś ING Emerytura Plus, a obecnie nazywa się NN Stabilnego Wzrostu.

Fakty. Inwestycja wystartowała w październiku 2003 roku. Kwota inwestycji około 20 000 zł.
Cena j.u. w październiku 2003 na poziomie 147 zł.
Aktualna wycena na początku listopada 2018 r. na poziomie blisko 264 zł.
Zysk w okresie 2003-2018 na poziomie 79,32% wg analizy.pl. Oznacza to średni zysk na poziomie ponad 5% rocznie.

Funduszu oczywiście nie oszczędził kryzys roku 2008, więc na początku roku 2009 zysk z ponad pięcioletniej inwestycji w okresie 2003-2009 wynosił niewiele ponad 10%.

Spójrzmy jednak dalej. Wykup nastąpił we wrześniu 2014. Wycena we wrześniu 2014 była na poziomie 256 zł. Zysk w okresie 2003-2014 na poziomie 74,28%. Co oznacza, że w wartość jednostki uczestnictwa tego funduszu w okresie wrzesień 2014 – październik 2018 wzrosła tylko o 8 zł (2,9%). Stagnacja. Co to oznacza? Moment wyjścia z tego funduszu w 2014 roku był zdaje się najlepszym czasem dla tej inwestycji, bo niewiele więcej można by osiągnąć.

Historyczne maksimum fundusz NN Stabilnego Wzrostu osiągnął w styczniu tego roku i była to cena j.u. na poziomie 280 zł.

Ten przykład pokazuje, że fundusze tracą, potrafią odrabiać straty, ale wzrost ich wartości nie musi być stały, bo bywa tak, że fundusz traci wszelką dynamikę wzrostu i niejako zamiera.  Jak zatem wybrać dobry moment na wyjście z takiej inwestycji? Brak jednoznacznej odpowiedzi, bo czynników może być kilka. Jednym z nich jest krach, kiedy większość ucieka. Taka sytuacja miała miejsce w roku 2008. Potem fundusz odzyskał formę, ale jak pokazuje wykres analizy.pl, jego osiągi były zbliżone do średniej dla tego typu funduszy. Czyli był to średniak.

Produkt 2. Fundusz, który nazywał się wówczas Pioneer Obligacji Dolarowych Plus, obecnie nazywa się Pekao Obligacji Dolarowych Plus. Fundusz walutowy.

Fakty. Nabycie jednostek uczestnictwa funduszu w dolarach za kwotę 4600 USD w październiku 2003.
Cena j.u. w dniu nabycia na poziomie 10,50 USD.
Aktualna wycena j.u. na poziomie 19,65 USD.
Zysk w okresie 2003-2018 na poziomie 51,16% wg analizy.pl.
Na zyski z tej inwestycji podstawowy wpływ miał fakt, że w okresie 2003-2018 dolar przez większość czasu był poniżej granicy 4,00 zł (z października 2003).

Realny zysk z tego funduszu trzeba nałożyć zatem na wartość kursu USD/PLN. Zainwestowano dolary, które same z siebie straciły na wartości, więc zysk z funduszu nie oznaczał zysku sumarycznego. Ewakuacja z funduszu następowała przy kursie dolara ok. 3,30 zł i wartości j.u. na poziomie 19,90 USD. Fundusz wypracował wtedy ponad 60% zysku w całym okresie inwestycji. I ta wartość utrzymuje się dziś na tym samym poziomie. Podobnie jak dla funduszu NN Stabilnego Wzrostu tutaj także panuje stagnacja.

Kolejne dwa przykłady to historie dwóch funduszy w jakie sam zainwestowałem na początku 2011 roku. Były to PKO Surowców Globalny i ING Parasolowy Subfundusz Selektywny, który w 2015 zmienił nazwę na NN Subfundusz Selektywny, a następnie w 2016 roku został połączony z funduszem NN Akcji.

Produkt 3. Fundusz PKO Surowców Globalny kupiłem przy cenie 120 zł za jednostkę uczestnictwa. Dziś ten fundusz jest wart ok. 115 zł za j.u. i praktycznie przez większość czasu miał słabe wyniki. Najgorzej było w styczniu 2016, kiedy j.u. kosztowała ok. 62 zł. Inwestycja okazałaby się złym ulokowaniem pieniędzy jeśli nastąpiłaby w dłuższej perspektywie czasowej. Wyszedłem z tego funduszu prawie w przeddzień załamania kursu, który w sierpniu 2011 spadł o 15%. Straciłem niecałe 2 zł.

Produkt 4. ING Parasolowy Subfundusz Selektywny trudno mi zaprezentować w perspektywie od początku inwestycji do dziś, bo zaszły w nim zmiany nie tylko nazwy. Jednak fakty są takie, że kupiłem jednostki na początku 2011 roku w cenie 92 zł za j.u.. Sprzedałem je bardzo szybko, bo w czerwcu 2011 w cenie 93,50 zł za jednostkę. Zarobiłem zatem niewiele. Później, w sierpniu 2011, fundusz stracił na wartości. Cena j.u. oscylowała w okolicach 60 zł przez dłuższy okres. Fundusz przed wchłonięciem przez NN Akcji miał j.u. wartą blisko 69 zł. Ta inwestycja także była złym wyborem, ale nie tak złym do końca, bo w porę pozbyłem się jednostek.

Jeśli teraz spojrzymy w przyszłość, czyli jaka jest opinia na temat inwestycji w fundusze inPZU to myślenie o inwestycyjnych sukcesach może być niczym los na loterii. Znaczenia nabiera dobry punkt wyjścia z inwestycji, jeśli fundusz przynosi zyski. Podobnie wyjście z inwestycji powinno nastąpić w momencie, kiedy straty są zbyt duże. Jednak te rozważania należy uznać w sumie za trywialne.

PZU z ofertą tanich funduszy indeksowych na platformie inPZU chce rozruszać polski rynek. Z jednej strony oferując produkty z bardzo niską opłatą za zarządzanie na poziomie 0,5% (maksymalnie może być to 1%), podczas gdy np. wspomniane przeze mnie wyżej fundusze mają obecnie takie opłaty za zarządzanie na poziomie 2,5%. Opłata obniża realne zyski, ale też płacona jest zawsze, bez względu na wynik. Po prostu ta opłata niejako zaszywana jest w cenie jednostki, staje się niewidoczna, ale nie jest bez znaczenia. Szczególnie wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że płacimy ją zawsze, nawet wówczas, gdy fundusz przynosi straty.

Z ofertą PZU wiążą się oczywiście pewne spekulacje wynikające z wejścia w przyszłym roku PPK (Pracownicze Programy Kapitałowe), które zasilą giełdę kapitałem,  ale także związane z działaniami interwencyjnymi rządu związanymi z giełdą (35% akcji GPW posiada Skarb Państwa), działaniami PFR (Polski Fundusz Rozwoju), zmianami w OFE. To wszystko powoduje, że przed funduszami oferowanymi obecnie przez PZU w ramach platformy inPZU widzi się duże szanse na rozwój i wzrost. Warto pamiętać, że PZU jest spółką, gdzie ponad 34% akcji posiada Skarb Państwa. PZU brało udział choćby w odkupieniu banku Pekao S.A.

Jeśli chcesz stać się inwestorem to wystarczy już 100 zł, żeby skorzystać z oferty PZU funduszy indeksowych na platformie inPZU. Skorzystaj z dedykowanego linka.


Ja wybrałem inPZU Inwestycji Ostrożnych. Zainwestowałem 100 zł. Zarejestrowałem się. Opłaciłem zlecenie przez bankowość internetową.

Czy inwestycja okaże się finansowym hitem, czy kitem? To się okaże. W tym momencie jest to produkt w ramach funduszy PZU o najmniejszym poziomie ryzyka. I radzi sobie całkiem dobrze na tle innych dostępnych na platformie inPZU funduszy.